Tak, zabiłem palestyńskie dziecko.

Ulice Nablusu
Ulice Nablusu
(fot. Michał Ziemowit Buśko)

Aleksandra Łojek-Magdziarz

Pijemy bimber, pędzony przez mołdawskich Żydów w telawiwskich slamsach. Bimber przepijamy izraelskim piwem. Szlomo, który strzelił do palestynskiego chłopca, ma 35 lat. Kiedy wygłasza swoje wyznanie, patrzę mu prosto w wielkie brązowe oczy, otoczone długimi czarnymi mocno wywiniętymi  w górę rzęsami. Szukam żalu, refleksji. Jest stanowczość. Jest pewność siebie.

- Słyszałam tę historię sto razy- mówi jego żona, Ryfka, amerykańska Żydówka, która na bazarze handluje rzeczami zostawionymi w prywatnych hostelach. Szlomo i Ryfka są małżeństwem od roku. Nie mają dzieci.

 

Czuję, ze bimber był swietnym pomysłem. Co więcej, nie wyobrażam sobie, że mogłabym go w tym własnie momencie nie mieć we krwi.

 

- Oni uzyli tego dzieciaka jako tarczy- opowiada Szlomo z butelką piwa w ręce, oparty o stół- Za nim stał terrorysta, miał pistolet pod pachą, na wysokości głowy tego dzieciaka. To był Nablus. Nablus to właśnie takie miejsce, w którym takie rzeczy to norma. Gość strzelał do mnie zza dzieciaka, więc zabiłem chłopaka, a potem tego faceta.

 

- Ile lat miało to dziecko?- pytam, jakby to miało jakieś znaczenie.

 

- Ze dwanaście.

 

- Miało broń?

 

- Nie, ale za nim był terrorysta. To typowe zagranie Palestyńczyków. Faszerują dziecko dragami i wystawiają na pierwszą linię ognia. Albo ja albo on, to jest wojna. Takie decyzje są konieczne, żeby przeżyć. A o nic innego nie chodzi w takim starciu. Pomyśl, co ty byś zrobiła na moim miejscu.

 

- Nie sadzę, żebym strzeliła do dziecka.

 

- To gość, stojący za nim strzeliłby do ciebie.

 

Szlomo służył w siłach specjalnych wosjak izraelskiego, o którym mówi,  że jest najbardziej humanitarną armią świata. Słyszałam to stwierdzenie dwa lata temu z ust byłej izraelskiej żołnierki, która w czasie służby wojskowej wykladała, m.innymi, etykę zabijania.

 

- Widzę, że się oburzasz. A co, dałabys się zabić? Podam ci inny przykład. Mieliśmy faceta. Domyślaliśmy się, że stoi za zamachami terrorystycznymi w Izraelu, innymi słowy, rekrutuje i szkoli zamachowców samobójców. Złapaliśmy go raz. Przesłuchali. Wypuscili. Drugi raz. To samo. I co? I facet wysyła wreszcie swojego podopiecznego, który wysadza się w Jerozolimie – ginie masa ludzi, masa rannych. Nota bene, ów zamachowca jest nafaszerowany narkotykami i z wizją tysiąca hurys, które na niego czekają w raju… wszystkie autopsje sprawców wykazują obecność dragów…Dowiadujemy się, gdzie jest. W pewnym domu w Nablusie. Ale otacza go dziesięć kobiet, chronią go, są jego tarczami. Musimy podjąc decyzję. Decyzja jest prosta. Strzelamy pociskiem w dom. Giną wszyscy. Ale on już nie wyszkoli kolejnych samobójców.


Artykuł ze strony: Dżihadolog


Dodano: 17:32, 15.01.2012

« Powrót



lo @ 20:43, 17.01.2012
IP: *.*.115.201
Tylko co ten pier.... morderca robił w Nablusie?! To chyba nie jest teren Izraela, ani nawet strefa C??? Robi mi się niedobrze jak słucham takich ludzi...
Dodaj komentarz



Przed dodaniem komentarza prosimy o zapoznanie się z regulaminem.

Redakcja serwisu Bliskiwschód.info nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczonych przez internautów. Należą one do osób, które je zamieściły.